poniedziałek, 15 lutego 2016

Slow fashion. Modowa rewolucja | Joanna Glogaza



Bloga Joanny śledzę chyba od początku jego istnienia, z zainteresowaniem śledziłam proces przemiany, zarówno charakteru strony, jak i podejścia autorki do prezentowanych przez nią tematów. Bardzo podoba mi się kierunek, który obrała Joanna i koncepcja slow fashion oraz slow life zdecydowanie jest mi bliski. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę „Slow fashion. Modowa rewolucja”. Hasło przewodnie: „Kupuj mniej, wyglądaj lepiej”, zdecydowanie oddaje istotę omawianych treści. Nie jest to jednak typowy poradnik posługujący się utartymi sloganami, które ładnie brzmią, ale są bardzo trudno lub wręcz zupełnie niewykonalne dla przeciętnego czytelnika, który ma prawdziwy problem z nadmiernym kupowaniem. Autorka przedstawia w książce własną drogę – nie tylko przeprowadzenia czytelnika przez trudny proces „odgruzowywania szafy” przetestowany na sobie, ale przede wszystkim opisuje, w jaki sposób zmieniało się jej podejście przedmiotów.


W mojej szafie nie ma miejsca na bylejakość

Książka, podzielona jest na dwa główne działy. „Baza” to dziewięć rozdziałów o szybkiej modzie i jej skutkach - nie tylko tych globalnych, ale przede wszystkim o typowym problemie większości z nas – przepełnionych szaf, pełnych wątpliwej jakości i urody ubrań. Znajdziemy tu również rozdział najbardziej praktyczny ze wszystkich: „Porządki w szafie”, który jest szerokim i kompleksowym opisem tego, jak mądrze uporządkować garderobę. Nie chcemy przecież wyrzucać wszystkiego. Joanna proponuje więc, aby skupić się na każdej rzeczy z osobna i odnośnie każdej z nich odpowiedzieć sobie (szczerze!) na trzy pytania:

1. Czy noszę tę rzecz regularnie? 
2. Czy odczuwam prawdziwą przyjemność, kiedy mam ten strój na sobie? 
3. Czy czuję się w niej najlepszą wersją siebie?

Pytania te, z pozoru banalne, pomagają nam pozbyć się przedmiotów, które, zamiast umilać nam życie, są dla nas problematyczne, a ich używanie nie sprawia nam przyjemności. W konsekwencji często stają się tylko ciężarem i powodem stresu. W trakcie porządków zalecany jest więc radykalizm. W tym rozdziale autorka podpowiada również typowe wymówki, którymi usprawiedliwiamy pozostawienie danej rzeczy. To nie tylko „przyda się”, ale kompleksowy zestaw argumentów, o których często nie myślimy na co dzień, a które przychodzą nam do głowy przy oglądaniu każdego ubrania z osobna. Jak często zostawiamy coś, w czym co prawda w ogóle nie chodzimy, ale przecież było drogie i żal wyrzucić? A może obawiamy się, że przez małą ilość ubrań na pewno znacznie ograniczy się nasz wybór i w konsekwencji i tak za jakiś czas będziemy zmuszeni dokupić wszystko, co teraz wyrzucimy? Spokojnie, książka przewiduje takie usprawiedliwienia – na te i kilka innych znajdziemy odpowiedź, która, w co być może trudno uwierzyć, obali nasze teorie i sprawi, że łatwiej będzie pożegnać się z rzeczami, które darzymy sentymentem.

Nie co kupować?, ale czy kupować?

Co ważne, cały proces przedstawiony w książce nie ma charaktery sezonowego sprzątania zagraconej garderoby, które polega na układaniu i przekładaniu wszystkiego z miejsca na miejsce i robienia miejsca na nowe, modne ubrania. Analiza prezentowanych w książce argumentów i przykładów pozwala nam naprawdę zmienić nasz sposób myślenia o przedmiotach i ich znaczeniu. Musimy sobie uświadomić, ze ta góra ubrań zalegająca w szafie to tylko kłopot - prawdziwy problem leży jednak w naszym nastawieniu do zakupów. Coraz popularniejsze obecnie zainteresowanie miejscem pochodzenia danej rzeczy, zwracanie uwagi na wykorzystywanie ekologicznych materiałów czy bojkot marek, które nie zapewniają pracownikom godziwych warunków zatrudnienia jest co prawda godne pochwały, ale w szerszej perspektywie raczej mija się z celem. Skomplikowana sieć powiązań między firmami produkującymi dla największych marek, zatrudnianie podwykonawców, zaopatrywanie w materiały to często kwestie tak zawiłe, że niemal niemożliwe do zweryfikowania przez przeciętnego kupującego. Dlatego, lepszym rozwiązaniem, na który mamy realny wpływ, jest ograniczenie zakupów. Nie zastanawiajmy się nad tym, czy lepiej wybrać koszulkę z organicznej bawełny, czy zwykłą – zadajmy sobie pytanie, czy naprawdę potrzebujemy kolejnej.

Styl to sztuka odejmowania, nie dodawania

Bardzo spodobał mi się powyższy cytat, doskonale oddaje bowiem proces budowania (nie szukania!) własnego stylu. To zajęcie długotrwałe i pracochłonne, ale jednocześnie niezwykle przyjemne. Musimy tylko uświadomić sobie, co podoba nam się naprawdę, a co jest tylko chwilową zachcianką napędzaną przez gazety i blogi. Najważniejszy jest nasz styl życia, nie ma przecież nic gorszego niż posiadanie góry ubrań, których nie nosimy, bo zwyczajnie nie mamy gdzie. Lepiej kupić mniej rzeczy, ale naprawdę dobrej jakości, w których czujemy się 100% sobą Autorka książki sprawnie przeprowadza nas przez proces budowania stylu, wskazuje, na co należy zwracać uwagę i co jest kluczowe przy określaniu tego, jak chcemy wyglądać. Jednym z najistotniejszych kwestii jest wygoda. Nie ma sensu kupować niewygodnych, ale szałowych butów, w których nie potrafimy i prawdopodobnie nigdy nie będziemy w stanie chodzić. Co z tego, że będziemy je mieć, skoro nigdy ich nie włożymy, a jeśli nawet, to przypłacimy to bólem i stresem.


Uzupełnienie podstawowej części książki stanowią „Dodatki”. To krótkie wywiady oraz praktyczne wskazówki, m.in. o zakupach w secondhandach, wybieraniu ubrań dobrej jakości czy praniu. Podsumowując, „Slow fashion. Modowa rewolucja” to wartościowy poradnik na temat tego, jak zbudować wartościową garderobę, która naprawdę będzie nam służyć. Joanna Glogaza, opierając się na własnych doświadczeniach, pomaga czytelnikowi całkowicie zmienić nastawienie do zakupów, mody i posiadanych rzeczy. Niektórym może się to wydawać śmieszne, ale gromadzenie i zbieractwo dla wielu osób naprawdę stanowi ogromny problem, a książka nie tylko sprawnie przeprowadza przez proces sprzątania, ale co najważniejsze – inspiruje i zmusza do przemyśleń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz